Thomsen jak za najlepszych czasów
W drugim piątkowym meczu 12. kolejki PGE Ekstraligi, Gezet Stal Gorzów pokonała Krono-Plast Włókniarz Częstochowa 54:36. Choć gospodarze pewnie zwyciężyli, to w ogólnym rozrachunku nie zdołali odrobić strat z pierwszego spotkania, w którym przegrali w Częstochowie dokładnie takim samym wynikiem. Bonus punktowy przepadł, a z nim spory niedosyt.
Spotkanie miało dodatkowy ciężar gatunkowy – wiele wskazuje, że to właśnie te dwie drużyny zmierzą się w dwumeczu o utrzymanie w lidze. Mentalnie to Włókniarz może czuć się mocniejszy – mimo porażki zachował bowiem punktowy balans i ważne morale.
Bohaterem wieczoru został Anders Thomsen. Duńczyk, który jeszcze niedawno borykał się z poważnym kryzysem formy, w piątek był nie do zatrzymania. Wygrał wszystkie swoje wyścigi, zdobywając komplet 15 punktów – pierwszy raz od dłuższego czasu przypomniał kibicom, na co go stać.
Włókniarz osłabiony, ale ambitny
Goście przystąpili do meczu bez kontuzjowanych Piotra Pawlickiego i Madsa Hansena. W ich miejsce zastosowano zastępstwo zawodnika, co przyniosło mieszane efekty – siedem punktów z 12 możliwych. Najlepiej spisali się Doyle i Lampart, zdobywając po trzy oczka.
Stal od początku kontrolowała przebieg spotkania, ale przez cały czas głównym pytaniem było: czy uda się odrobić 18 punktów straty z pierwszego meczu? Gorzowianie walczyli nie tylko z rywalem, ale i z presją wyniku.
Jednym z najbardziej emocjonujących momentów był 11. bieg, w którym Oskar Fajfer pokazał wielką wolę walki. Najpierw efektownie wyprzedził Jasona Doyle’a, a potem skutecznie go blokował, ratując remis w gonitwie, którą goście chcieli wygrać.
Z kolei w 12. wyścigu los odmienił się na ostatnich metrach. Wracający po kontuzji Hubert Jabłoński długo prowadził, lecz na samej mecie wyprzedził go Wiktor Lampart. Włókniarz zdołał więc uratować cenny punkt i podtrzymać szansę na zachowanie bonusa.
Kluczowy moment – i rozczarowanie
Przed biegami nominowanymi Stal prowadziła 46:32. Aby zgarnąć bonus, potrzebne było minimum 9:3 w dwóch ostatnich gonitwach. Kluczowy miał być 14. bieg – teoretycznie przewaga była po stronie gospodarzy, bo rywale desygnowali słabą parę Lampart – Hellstroem-Bangs. Na torze jednak dominacja Stali była bezapelacyjna. Wygrali 5:1, doprowadzając do remisu w dwumeczu: 87:87.
Wszystko rozstrzygnęło się więc w ostatnim biegu. Po raz kolejny klasę pokazał Thomsen, pieczętując komplet punktów. Drugie miejsce długo zajmował Andrzej Lebiediew, ale ostatecznie spadł na czwarte – i to pogrzebało szanse gospodarzy na bonus. Remis 3:3 oznaczał, że żadna z drużyn nie zdobyła dodatkowego punktu do tabeli.
Przyszłość: dwumecz o wszystko?
W kontekście układu tabeli i nadchodzącej fazy play-off, wiele wskazuje, że Stal i Włókniarz ponownie spotkają się w rywalizacji o utrzymanie. Piąty zespół rundy zasadniczej – najprawdopodobniej GKM lub Falubaz – wybierze rywala do walki o miejsca 5–8. Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada wybór ROW-u Rybnik, co oznacza, że Gorzów i Częstochowa zmierzą się w drugiej parze.
Zwycięzca tej konfrontacji zapewni sobie spokojne zakończenie sezonu na 5. lub 6. miejscu. Przegrany będzie musiał zagrać mecz o 7. lokatę, a w razie niepowodzenia – baraże o pozostanie w PGE Ekstralidze. Oprócz nerwów, to także ogromne obciążenie organizacyjne i finansowe – nawet cztery kolejne spotkania.
Stal może być rozczarowana, że nie dopięła swego, ale jedno jest pewne – powrót Thomsena do formy daje nadzieję, że w kluczowych meczach nie zabraknie lidera z prawdziwego zdarzenia.