Spektakularny finał Ligi Narodów w wykonaniu Biało-Czerwonych
To był mecz, po którym nie pozostawiono żadnych wątpliwości. Reprezentacja Polski rozgromiła Włochów 3:0 w finale Ligi Narodów rozgrywanym w chińskim Ningbo, prezentując siatkówkę na poziomie, którego nie powstydziłby się żaden zespół na świecie. Był to pokaz potęgi, konsekwencji i zespołowej siły. Nawet brak kontuzjowanego Tomasza Fornala nie był w stanie zakłócić rytmu drużyny prowadzonej przez Nikolę Grbicia.
Od pierwszych piłek widać było, że Polacy są znakomicie przygotowani mentalnie i fizycznie. Choć początek spotkania był wyrównany, to z każdą minutą przewaga wicemistrzów olimpijskich stawała się coraz bardziej wyraźna. Świetna seria zagrywek Jakuba Nowaka rozbiła włoskie przyjęcie, a Wilfredo Leon bezlitośnie wykorzystywał każdą okazję do ataku. W końcówce pierwszego seta Leon jeszcze raz przypomniał, że jest zawodnikiem klasy światowej – mocne uderzenia z lewego skrzydła i potężna zagrywka dały Polsce kilka piłek setowych. Drugą z nich skutecznie zakończył Kamil Semeniuk.
To był moment przełomowy. Włosi, sfrustrowani i wytrąceni z rytmu, zaczęli popełniać coraz więcej błędów. Simone Giannelli wdawał się w dyskusje z arbitrem, co zmusiło trenera De Giorgiego do wzięcia przerwy, aby opanować sytuację. Groźba kary za opóźnianie gry wisiała w powietrzu. Tymczasem Polacy zachowali pełen spokój. Obrona i blok działały perfekcyjnie, gra w polu była poukładana, a każdy element funkcjonował zgodnie z planem. Leon rozgrywał swój najlepszy mecz turnieju, a Włosi coraz częściej tracili kontrolę nad tym, co działo się na boisku.
Chwilowe przebłyski Włochów, jak skuteczny blok na Leonie, niczego nie zmieniały. Kolejny błąd ustawienia sprawił, że Azurri znów stracili koncentrację. Nikola Grbić wykorzystał sytuację i dokonał zmian – do gry wszedł debiutujący w meczu o taką stawkę Szymon Jakubiszak, który choć momentami odczuwał presję, to został odpowiednio wspary przez bardziej doświadczonych kolegów. Kapitalnie grał Jakub Kochanowski, a Polacy nie zwalniali tempa.
Trzeci set był popisem polskiego zespołu. Z Włochów całkowicie zeszło powietrze. Brakowało lidera, który potrafiłby pociągnąć grę, natomiast po stronie Polaków każdy zawodnik dorzucał coś od siebie. Kewin Sasak zaczął punktować, Marcin Komenda rozgrywał z dużą swobodą, a Jakub Popiwczak popisywał się kolejnymi efektownymi obronami. To był zupełnie inny zespół niż ten, który kilkanaście dni wcześniej męczył się w turnieju w Gdańsku. Fornal, obserwujący mecz z ławki, mógł jedynie bić brawo.
Zespół Nikoli Grbicia dominował do samego końca. Włosi nie byli w stanie nawiązać walki, a finał zakończył się bezdyskusyjnym 25:14. Polacy zagrali niemal perfekcyjnie, nie mając słabych punktów i prezentując dojrzałość godną mistrzów. To był siatkarski nokaut – czysty, kontrolowany i zasłużony.
Polska – Włochy 3:0 (25:22, 25:19, 25:14)