Turcja bezlitosna, Sengun przechodzi do historii
Reprezentacja Polski pożegnała się z EuroBasketem 2025 na etapie ćwierćfinału. W decydującym starciu Biało-Czerwoni ulegli wyraźnie lepiej zorganizowanej i skuteczniejszej Turcji 77:91. Choć przed meczem szanse wydawały się wyrównane, to na parkiecie dominacja rywali była bezdyskusyjna.
Ranking nie gra. Turcja pokazała klasę
Na papierze Polacy byli faworytem – wyżej notowani w rankingu FIBA, doświadczeni i z aspiracjami na medal. Rzeczywistość okazała się inna. Turcy, niedoceniani przez zestawienia, już wcześniej pokazali swoją siłę – w fazie grupowej rozbili m.in. Serbię i Łotwę, a w 1/8 finału pewnie pokonali Szwecję. Ćwierćfinał z Polską był potwierdzeniem ich formy i ambicji.
Zespół prowadzony przez gwiazdę NBA Alperena Senguna zdominował grę od pierwszych minut. Obecny zawodnik Houston Rockets rozegrał fenomenalne zawody, notując triple-double – 10 punktów, 10 zbiórek i 10 asyst – stając się najmłodszym i zaledwie piątym zawodnikiem w historii EuroBasketu, który tego dokonał. Warto dodać, że jednym z jego poprzedników był... Mateusz Ponitka, który osiągnął ten sam wyczyn w 2022 roku przeciwko Słowenii.
Polacy bez rytmu, błędy mnożyły się z każdą akcją
Od samego początku Polacy mieli problemy z wejściem w mecz. Turcy znakomicie zorganizowali defensywę, neutralizując największe atuty biało-czerwonych – Mateusza Ponitkę i Jordana Loyda. Obaj liderzy długo nie potrafili odnaleźć się na parkiecie, a błędy w rozegraniu i brak skuteczności tylko pogłębiały problemy.
W pierwszej połowie rywale wypracowali solidną przewagę, prowadząc do przerwy 46:32. Przewaga fizyczna, lepsza skuteczność, większa intensywność – Turcja była w każdym aspekcie o krok przed Polakami.
Aleksander Dziewa – niespodziewany bohater pierwszej połowy
W morzu problemów jednym z nielicznych jasnych punktów po stronie Polski był Aleksander Dziewa. Zawodnik Kinga Szczecin pojawił się na parkiecie w wyniku przymusowej zmiany i wykorzystał swoją szansę w stu procentach. Choć wcześniej nie zdobył ani punktu w całym turnieju, tym razem błysnął skutecznością i walecznością. Do przerwy miał na koncie 11 punktów i kilka udanych zbiórek – najlepszy wynik wśród Polaków. Jego energia nie wystarczyła jednak, by odwrócić losy meczu.
Krótki zryw i bezlitosna rzeczywistość
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Turcy szybko powiększyli przewagę do 22 punktów, skutecznie punktując po błędach Polaków i dominując pod tablicami. Dopiero w ostatnich minutach trzeciej kwarty Polacy zaczęli grać odważniej. Andrzej Pluta zaczął trafiać z dystansu, a Loyd i Ponitka zaczęli wreszcie przełamywać defensywę rywali.
W czwartej kwarcie Biało-Czerwoni zmniejszyli stratę do jednocyfrowego wyniku, jednak Turcja zachowała zimną krew i nie pozwoliła na prawdziwą pogoń. Ostatecznie mecz zakończył się porażką Polski 77:91.
Rozczarowanie, ale i powody do optymizmu
Choć ćwierćfinał to nie szczyt marzeń, Polacy nie muszą wstydzić się swojego występu na EuroBaskecie. Drużyna pokazała charakter, a kilku zawodników – jak Dziewa – pokazało się z bardzo dobrej strony. Zabrakło jednak spójności, świeżości i skuteczności w najważniejszym momencie.
Turcja z kolei udowodniła, że jest jednym z kandydatów do medalu. Świetna organizacja, lider z NBA i szeroka ławka rezerwowych czynią z nich rywala, z którym trudno się mierzyć.
Polska odpada z turnieju, ale z nadzieją patrzy w przyszłość. Potencjał wciąż jest, a kolejne lata mogą przynieść powrót do europejskiej czołówki – o ile wyciągniemy wnioski z tego, co zawiodło w Rydze.